Pożegnanie gospodyni arabskiéj

Translated from French by Bruno Kiciński

Gdy w tym szczęśliwym kraju nic ci nie wesoło,Ani śród pszennych łanów, ani w palmy cieniu,W obfitości i spocznieniu;Choć się na głos twój miły wznosi pierś młodzieńczaSiostr naszych, których w wieczór kręcące się kołoTańcem nadbrzeże uwieńcza,

Żegnaj biały wędrowcze! Sama, o cię w trwodze,Bystrookiego konia tobiem osiodłała,By cię nie rzucił o głazy na drodze.Ziemię kopytem kopie, a krzyż jego młodyZwięzły, stoczysty, lśniący jest jak czarna skała,Wygładzona prądem wody.

Ty wędrujesz bez końca; lepiéjby ci byłoByć z tych liczby, co radzi za kres horyzontuWidziéć swoję chatkę miłą.A szczęśliwi z szczupłego swojego zakątu,Siedząc w wieczór przed domem, chcieliby za gwiazdy,Choć myślą odbywać jazdy. —

Gdybyś był chciał młodzieńcze, to z nas która możeChętnieby z tobą w chatce podzieliła łoże,Klęcząc służyćby ci chciała,Lubym by ciebie śpiéwem do snu kołysała,I strzegłaby śpiącego od much uprzykrzonych,Wachlarzem z liści zielonych.

Jedziesz! Sam w noc czy we dnie, a rumak twój dziki,Pędem twarde po drodze tratując kamyki,Skier tuman podkową sypie.O dzidy twojéj ostrze, po macku drą swojeSkrzydła, ślepo-lecące ku umarłych stypie,Potępionych duchów roje.

Gdy ci z powrotem wieś tę widziéć się zażąda,Przez ów wzgórek podobny do grzbietu wielblądawielbłądaPrzychodź, tam stoi cicha moja chata.Nad nią wznosi się strzecha jakby ul kończata,Drzwi tylko w niéj są jedne, a światło w nią wglądaOd strony, z któréj jaskółka przylata.

Jeśli nie masz być więcéj, wspomnij niepowrotnyO dziewczętach pustyni, których głos uroczy,Których cię taniec zachwycał ochoczy.Piękny, biały wędrowcze! ty ptaszku przelotny!Poświęć nam czułe westchnienie,Bo możeś i nie jednéj zostawił wspomnienie.

Bądź więc zdrów, stroń od słońca, co płonącą strzałąZłoci skronie miedziane, a pali płeć białą.Nieprzebytą Arabję niech twój krok omija,Starą wróżkę, co niby ledwie stąpać zdoła,I tych, co w wieczór, końcem zaklętego kijaW piasku okréślają koła.

Comments

Loading comments…