Szeik i złodziej

Translated from French by Zenon Przesmycki

— Więc to tyś mi kradł woły?

— Przepadłem za katy!

— Nie masz, widzę, turbanu?

— Ani marnej szmaty.

— Weź ten.

— Cóż to za mody jakieś u was nowe,Mając kogoś wbić na pal, przystrajać mu głowę?

— Twoja odzież w łachmanach.

— Czcigodny sułtanie.To prawda.

Włóż ten kaftan.

— Ja!— Ty. Patrzaj na nieNiewolnice, zbliżcie się. Bierz trzy najpiękniejsze.

— Ja?

— Wybiorę za ciebie, bierz te trzy.

— Jaśniejsze.JaśniejszeOd słońc złotych! Boję się.

— Twe stado tam hula.

— Moje?!

— Masz i ten łańcuch, dar dawnego króla.

— Jaki ciężki! ze złota szczerego! Nie, nie, nie,Nic już, nic nie rozumiem. Sen to snadź, marzenie!Moim kaftan twój, moim twój turban wysoki!Klejnotami mnie darzysz! Zamiast bez odwłokiKazać ściąć mię, powiesić z rozjątrzeniem całem,Ty mi dajesz, mnie, który ukraść ci ją chciałem,Trzodę swą i kobiety trzy cudnej piękności!

— Czyliż nie byłeś jednym z dziada mego gości?

Comments

Loading comments…