Zachód słońca (Hugo, 1849)
Translated from French by Bruno Kiciński
O jak lubię pogodne i jasne wieczory!Czy, gdy objęte w boru gęstego pokrycie,Dalekie złocą klasztory,Czy gdy lawy ogniste, do poziomu bokówStawiają, i promienie łamią na błękicieO Archipelag obłoków.
Oto sto chmur ruchomych na niebie widzimy!W górze nagromadzone, wiatr tchnieniem rozpryska,Przybiérają powoli jakiś kształt nieznany;Czasem, pod ich falami, blade światło błyska.Jakby błyskały mieczem powietrza olbrzymy,Lub ogniste z obłoków spychały bałwany.
Niekiedy się uśmiécha słońce z za ich cienia,Niekiedy, jak kopuły złotem powleczone,Strzechę chatki zarumienia;I niekiedy, z poziomu, ściąga mgły zasłonę,I niekiedy, obłoki rozdziérając skoro,Rozléwa światła jezioro.
Potém, gdy wicher nagle zmiótł z nieba obłoki,Wzrasta krokodyl wielki, tocząc kłąb széroki,Stérczą mu, trzema rzędy, zęby zaostrzone,Ślizga się złoty promyk po jego podbrzuszu,I zwijając się na grzbiet czarny jakby z tuszu,Oświéca łuski złocone.
Za chwilę wzniósł się pałac, zawiało — i runął,Gmach obłoków, gdy jeden obłok się odsunął,Nagle rozpadł się w zwaliska,I rozsypał po niebie; wnet spiczaste chmuryLegły w przepaść, a szczyt ich, tak dziwacznie błyska,Jakby przewróconéj góry.
Te z ołowiu, z żelaza, i z miedzi obłoki,W których huragan, trąba, powodzi potoki,I piorun spi w utajeniu, —Bóg gromadnie zawiesił na niebie wysokiem;Tak rycérz, swe oręże, pragnąc miéć pod okiem,Zawiesza je na sklepieniu.
A słońce, nakształt kuli w ogniu rozżarzonéj,I w wrzący piec hutniczy napowrót rzuconéj,Spadające z niebios szczytu,Dzieli fale obłoków, pędem rozerwane,I w ognistych bałwanach tryska do zenituLśniącą, zbielałą chmur pianę.
Ah! spoglądajcie w niebo gdy słońce, zapadnie,Niewysłowioną roskosz każdy z was uczuje,I lepszego was życia nadzieja owładnie;
Tajemnicę w naturze ukrytą znajdziecie,W zimie, gdy niebo czarne jak całun, a w lecieGdy w niém gwiazdy noc haftuje.
Dajcie mi skrzydła! na nich wzniesionyWzbiję się, wzlecę z zapałemW nieznane strony, w świat utajony;Dość już marzyłem, gnuśniałem.
Nie chcę marzenia, nie chcę wątpienia;Pójdę za prawdą za chmury,Głos mi nieznany, z dołu słyszany,Lepiéj dosłyszy się z góry.
Dajcie! — czas nagli! — skrzydeł lub żagli,Lub okręt powietrzem wzdęty,Pomiędzy gwiazdy, powietrzne jazdy,Objawią głos niepojęty.
Ukrytą w wątku, świata początku,Odsłonim tam tajemnicę;Może poecie, uda się przecie,Przeczytać niebios stronnicę.
Comments
Loading comments…