Tiriel — VII
Translated from English by Jan Kasprowicz
Wyjąc, górami go wiodła i wskroś straszliwe doliny,Aż się pod wieczór zbliżyli ku domom jaskinnym Zazela.
I stary Zazel z synami wybiegł z jaskini, spostrzegłszySwego ślepego tyrana razem z wiodącą go córką.
Śmiali się z nich i szydzili, ktoś na nich rzucał błotem,Sypnęły się kamienie, ale gdy Tiriel podniósłSwe groźne oblicze, uciekli, lecz Zazel stał i tak począł:
«Łysy tyranie, posłuchaj, jak brzęczą więzy Zazela...Tyś okuł brata Zazela! Gdzie się podziały twe oczy?Krzycz, piękna córko Tiriela — uroczy będzie twój śpiew!Dokąd idziecie? Zjedzcie korzonków, napijcie się wody.
Łysa twa skroń, stary człeku; słońce ci mózg wysuszy,I wskroś tak oszalejesz, jak brat twój Zazel oszalał».
Słyszał to ślepy starzec i bił się w piersi i drżącySzedł naprzód... A tamci rzucali błoto i głazy, dopókiNie wwiodła go dziewczyna w głąb puszczy, gdzie z leż swych zerwałyDzikie się bestje. Atoli na krzyk jej uciekły tygrysy.Lasem tak szli w ciemniach nocy, a kiedy słońce wzeszło,Wkroczyli w góry Hara. W południe namioty szczęściaZadrżały od krzyków złowieszczych Heli, wyjącej śród gór.
Lecz Har i Heva spali, jak dzieci, tuląc się k’sobie.Mnetha, zbudzona, pobiegła ku drzwiom namiotu i widzi,Jak stary się zbliża wędrowiec... Łuk naciągnęła i strzałyWybrawszy, szła na spotkanie tej groźnej, strasznej pary.
Comments
Loading comments…